Oto streszczenie typowego dnia z jego życia.
Ziemia przestała się kręcić, gwiazdy zgasły. Każdego dnia, gdy kładł się do łóżka, cały świat brutalnie go przytłaczał. Dałby wszystko, aby wyłączyć mózg i cierpienie. Wszystko. Nawet życie. Ale nie mógł, bo on tak chciał. I choć od tamtej nocy minęły dwa lata, wciąż nie mógł sobie poradzić z bezbrzeżną tęsknotą za ukochanym.
Kiedy brał prysznic, przewrócił się, wychodząc z kabiny. Leżał na podłodze, z oczu ciekły mu łzy. Nic przez nie nie widział. Poczołgał się na czterech kończynach, aż dopiął swego. Podciągnął się na kaloryferze. Wstał. Choć kosztowało go to wiele. Opadł ponownie na kolana, trzymając w dłoni ścierkę i wytarł mokrą kałużę, którą po sobie zostawił.
Potrzebował pomocy, ale nie miał do kogo się zwrócić.
I jak codziennie, jechał autobusem linii 24. Mijał tamto skrzyżowanie. Zwyczajnie, w drodze do pracy. Potem ogień zapłonął. Nie sposób było nad nim zapanować, nie po tym, jak zwarł się z każdą komórką serca. Jego krew wrzała. Wysiadł na najbliższym przystanku. Wykonał krótki telefon, powiedział, że bierze jednodniowy urlop. Szefowa zrozumiała. Posada w recepcji galerii sztuki była jedynym źródłem jego dochodów. Już dawno przestał malować. Ponieważ zawsze, gdy zaczynał, kończyło się to na malowaniu ostrych kości policzkowych, okrągłych, czarnych tęczówek i rozwianej, brązowej czupryny.I wylewał morze łez. Dumny, ale jednocześnie przerażony faktem, że jego wizerunek pozostawał nienaruszony w głowie chłopaka.
Potruchtał tam. Stanął na środku. Ale gdy nadjeżdżał samochód, zabrakło mi odwagi, odskoczył na pobocze. Bo kiedyś mu obiecał.
Musiał to rzucić. Musiał stamtąd uciec. Tylko jeszcze nie wiedział dokąd.
Gdy go stamtąd przegnano, pojechał metrem do śródmieścia, znalazł kasę biletową i ustawił się w kolejce. Kupił bilet na najbliższy dostępny film. Okazało się, że to musical. Tego gatunku również zbytnio nie lubił, był jednak gotowy go spróbować, podobnie jak wszystkiego po kolei.
Obejrzał musical i choć teksty piosenek były idiotyczne, opuścił kino naładowany jego energią. Nie zatracił się w magii filmu, ale podobnie jak wielu zachwyconych widzów, pozwolił swoim myślom zatopić się w iluzjii.
Kupił sobie frytki z keczupem i zjadł je w autobusie, w drodze do domu. Na chwilę mógł zapomnieć o stracie, tęsknocie, strachu, przerażeniu i niedostatku. Słyszał jedynie łagodny puls miasta, a idąc, kroczył zgodnie z jego rytmem.
Wtedy Willowi przyszedł do głowy pewien pomysł, jednak wątpił, że uda mu się go zrealizować.
____________________
Uwinęłam się. Wczoraj założyłam bloga, dodałam prolog, a dziś rozdział pierwszy. Może komuś się spodoba?
Mi się podoba!
OdpowiedzUsuńDziękuję za linka na twitterze. Wszystko jest jeszcze takie... niewyjaśnione. Nie lubię słowa 'tajemnicze'. Mam nadzieję, że przy następnym rozdziale wszystko zacznie się powoli odkrywać i będę w stanie wycedzić w komentarzu coś więcej od tych bzdur, które mam w zwyczaju wypisywać.
Nie jestem w stanie wypowiedzieć się zbyt złożenie na temat tego wszystkiego. Może po prostu poczekam na ciąg dalszy, wybaczysz mi?
Przyznam tylko, że szablon jest przecudowny!
Życzę weny i miłej (niestety już końcówki) wakacji. Czekam na nowy. Pozdrawiam, xx
Jak na rozdział to jest strasznie króciutki, ale wybaczam bo zawarłaś w nim wszystko co najważniejsze : 3
OdpowiedzUsuńPodoba mi się ta tajemniczośc, tak wiele spraw jest niewyjaśnionych, główny wątek wciąż jest pod znakiem zapytania, a ja wprost uwielbiam taki klimat w opowiadaniach! : D
Masz naprawdę fajny styl pisania. Leciutki i zrozumiały. Także, hmm... czekam na dwójkę i weny życzę.
Jak mogłabyś to informuj mnie na tt @uszati
[destiny-is-death.blogspot.com]
Boże, no dobra. Miałam jutro skomentować, ale się nie mogłam opędzić, Wandziu.
OdpowiedzUsuńTo jest tak cholernie dobre, że umieram. William jest wspaniały. Pierr'a już umiem sobie scharakteryzować, bo opisałaś go. Ale teraz jeszcze Will, okej? Żebym mogła mieć w głowie obraz tej dwójki.
Mój ulubiony moment z tego rozdziału? Może to dziwne, ale to, gdy bohater sobie kupił frytki. Nie wiem, ale dało mi to takie wrażenie, że jest dobrze, bo jeszcze jakoś funkcjonuje i posiada takie słabostki, jak ochota na frytki.
A kiedy się przewrócił... zdołowało mnie to. Lubię to opowiadanie! No i jaram się tym szablonem, bo wyszedł mi bardzo ładnie.
Jeej, cudownie się zapowiada Twoje opowiadanie! <333
OdpowiedzUsuńBoski rozdział, już nie mogę doczekać się następnego ^^
Na pewno będę tutaj często wpadać ;)
Wygląd bloga bardzo mi się podoba ♥
Powodzenia w pisaniu życzę i zapraszam także do siebie :
gotta-be-1d.blogspot.com